Gościłem u prawdziwego NKWD-dzisty

    Wszyscy chyba słyszeli o takiej instytucji jak NKWD. Czym się zajmowała, co do niej należało-jakie miała prawa i obowiązki i jak się dała zapamiętać każdemu kto miał z nią styczność. Otóż na Ukrainie żyje jeszcze wielu ,,kombatantów” mających zaszczyt służyć w jej organach.Cieszą się ogólnym szacunkiem,płaci się im wysokie emerytury,biorą udział we wszystkich świętach państwowych,utrzymali wszelkie przywileje bo to w końcu weterani.Ich służba ojczyźnie właśnie na tym polegała. U moich znajomych w rodzinie był również taki ktoś.

    Nazywany wujkiem i dziadkiem zdaje się brat babci czyli wujek ich matki czy jakoś tak.Ogólnie Died albo Dieduszka Wasia.Opowiadają o nim często przy okazji obchodów np. Dnia Zwycięstwa.Intryguje mnie to bardzo,chciałbym go poznać bo gdzie jeszcze osobiście zobaczę kogoś takiego? Może coś ciekawego od niego się usłyszy, może ,,pracował” w jakimś znanym nam mniej lub bardziej miejscu. Po prostu odzywa się we mnie żyłka historyka.I któregoś dnia Died Wasia zaprasza na obiad.Mnie oczywiscie też. Jedziemy gdzieś daleko na drugi koniec Odessy. Blokowisko ale jakoś dziwnie dużo zieleni, trawa nie wypalona słońcem czyli ktoś podlewa.Wszystko czyste i zadbane.Musi to być faktycznie lepsza dzielnica. Kiedyś idąc na skróty zapuściłem się w podwórka pomiedzy blokami i widziałem tam facetów w podkoszulkach pijących napoje wyskokowe i jednocześnie dbających i konserwujących swoje żiguli różnych roczników,mamy z dziećmi w piaskownicach grillujące przy ładnie zaścielonych ławeczkach ceratowymi obrusami, taki piknik osiedlowy.Tutaj tego nie było. Po drodze wstępujemy do osiedlowego marketu bo podobno Dieduszka lubi słodycze więc nabywam ja oczywiście kilogram dobrych lodów i butelkę wina bo może staruszek chociaż tego będzie mógł się odrobinkę napić. Wysłuchuję też opowieści o Zoji to jest drugiej jego żonie,że ponoć to nienajlepsza gospodyni itp. Otwiera nam postawny sprawny jeszcze mężczyzna,chodzi niby o lasce…ubrany w bielusieńki podkoszulek ale spodnie w kancik.Maleńkie mieszkanko,proszą od razu do salonu. Stół już prawie zastawiony, chyba wygłupiłem się z tym winkiem.Na ścianach zdjęcia przedstawiające naszego gospodarza w różnych epokach.W młodości pozuje chyba na Dzierżyńskiego bo na portrecie twarz z charakterystyczną bródką, nawet profil podobnie ujęty.Rozsiadamy się za stołem,ciocia Zoja zaraz poda obiad.

    -To co?Porozmawiamy po polskiemu?-zaczyna rozmowę Died Wasia ale na tym kończy się jego znajomość naszego języka.Mój talerz coś dziwnie niedomyty,chyba prawda to co opowiadają o gospodyni ale tłumaczę sobie,ze staruszka może już nie dowidzi.Przy posiłku takie tam pogaduchy.Dziadek opowiada jak to właśnie był na pogrzebie pułkownika KGB wspomina jak poznał swoją obecną żonę.Wracał z jakiegoś spotkania kombatantów z wielkim bukietem kwiatów,który mu tam podarowano. Zoja siedziała na wprost niego w tramwaju czy autobusie,wstał i po szarmancku jej go wręczył.I tak to się zaczęło. Enkawudzista romantyk. Ze swoją córką nie widuje się od momentu ślubu za to bryluje u nich Igor-pasierb.Pomaga ojczymowi,wozi go do lekarzy,kupuje lekarstwa,prezenty,ogólnie bardzo o niego dba.Jak zauważa moja znajoma chyba głównie ze względu na wysoką emeryturę i inne dobra doczesne jakie on posiada. Do i po posiłku oczywiście wódeczka. Gospodarz domu obowiązek napełniania kieliszków scedował na mnie i mojego kolegę Saszę.,,Tej wódki nalewajcie sobie a tej mnie,ta mi szkodzi a Zojce tak na razie też możecie lać ale tylko po połóweczce”. Widzę,że Dieduszka darzy mnie sympatią a już jak wypowiedziałem się niezbyt pochlebnie o inteligencji,polityce i mocarstwowości amerykanów byłem swój.,,Co to za duracki naród” podsumował zadowolony. Rozmawiamy o historii,całkiem nieźle się orientują oboje. O polskich rodach,o rozbiorach,o Napoleonie a już o szlaku bojowym Ludowego Wojska Polskiego wszystko.W końcu kobiety przenoszą się do kuchni,mają swoje sprawy, tam można zapalić bo tu absolutny zakaz i wiedzą też doskonale,że dziadek zaraz zacznie wspominać a niekoniecznie to jest dla wszystkich interesujace. A my tu sobie w końcu porozmawiamy-mam taką nadzieję.Ded Wasia zaczyna pokazując na ściany:,,popatrz na fotografie jaki byłem młody i przystojny,jakie miałem włosy,wyglądałem jak Dzierżyński”.Nareszcie!!! ,,Wiesz,na wszystkie swoje medale i ordery szczerze zasłużyłem.Są tacy co je teraz sprzedają,nie szanują.A ja wiernie służyłem ojczyźnie,ojczyznę trzeba kochać”.Nieistotne,że to już teraz niepodległa Ukraina.Na myśli ma Związek Radziecki.We wszystkich jego dawnych republikach teraz już niepodległych państwach żyją tacy ludzie.I przez większość ich obywateli są traktowani jako zasłużeni kombatanci.Takie stawianie sprawy jak robi to wielu naszych polityków,że Rosja jest be a Ukraina w jak najlepszym porządku przypomina to jacy Niemcy z NRD zawsze dla nas byli wspaniali,dobrzy,przyjacielscy a ci z RFN to spadkobiercy nazistów.

    ,,Miałem 18 lat jak się zaczęła wojna,byłem słuchaczem w szkole wojskowej.Mieliśmy służbę z kolegą,patrolowaliśmy teren przyległy do naszej instytucji.Nagle nadlatuje samolot,taki mały kukuruźnik.Przy lądowaniu ma problemy.Siada ale uderza mocno w ziemię,rozbija się ale na razie nic nie wybucha.Podbiegamy i wyciągamy nieprzytomnego pilota i jakiegoś wyższego oficera.Ten jest połamany,nie moze się podnieść,ledwo się rusza.Kolega coś grzebie przy rozbitym silniku,posypuje rozlane paliwo piaskiem.Ratujemy im życie.Pierwsze pochwały i odznaczenie.

    Niemcy posuwali się błyskawicznie,zostaliśmy odcięci i przebijałem się na wschód do naszych.Ciężko było bo to jednak do przejścia była linia frontu ale jakoś się udało.Rosjanie mnie zatrzymali i odstawili do jakiejś mieściny gdzie było już wielu takich jak ja.Musieliśmy stanąć przed komisją,takim właściwie sądem wojskowym.Każdy kto przyszedł z niemieckiej strony był podejrzany,właściwie to uznany był już za szpiega.W wielkiej sali za stołem siedzieli oficerowie,doprowadzano do nich żołnierza,chwila rozmowy i przeważnie decyzja-rozstrzelać.A mi już było wszystko jedno. Wykończony,zmęczony,psychicznie zdołowany.Miałem 18 lat ale już byłem gotowy,niech rozstrzelają.Moja kolej.Staję przed komisją nawet nie podnoszę głowy,nie przyglądam się.Jakieś pytania i nagle za stołu podnosi się oficer.Podchodzi do mnie i słyszę-chłopie,tyś mi życie uratował,wyciągnąłeś mnie z rozbitego samolotu-podchodzi,poklepuje.Pułkownik NKWD.I zabrał mnie do siebie,załatwił przydział.Całą wojnę z nim przesłużyłem.Dobry był chłop.”

    Jak przebiegała dokładnie ta służba jakoś ciężko jest to z niego wydobyć.Może tajemnica,może nie chce opowiadać.Wiem tylko-1 Front Ukraiński i ,,I tak my razem doszliśmy do Budapesztu”.Gdzieś po drodze słyszę,że był służbowo w Polsce, w Czechosłowacji.Widział bunkry UPA-,,Co to było za wojsko,jak oni walczyli,siedzieli tylko w tych bunkrach i wychodzili mordować.Jak tam weszliśmy to było wszystko,pełne wyposażenie,wentylacja,oświetlenie,woda….no myśmy rozbijali te bunkry”.

    -Może wam zrobić zdjęcie?-Sasza proponuje a dziadek momentalnie się podnosi,wyciąga z szafy marynarkę obwieszoną medalami,zakłada i dopiero teraz pozuje.Wszystko bardzo sprawnie jak na swój wiek.

    – Potrzebna Panu wogóle ta laska?-nie wytrzymuję i pytam..

    -A tak trochę,tak mnie ubezpiecza…

    ,,A w latach wczesnych 50-ych dowiedzieliśmy się,że jest jakaś szajka złożona z samych dyrektorów przedsiębiorstw,sekretarzy i zwykłych spekulantów.Chodziło o łapówki i czarny rynek.czasy były ciężkie,wszystkiego brakowało.A oni nagle mieli wielkie pieniądze,żony w futrach,luksusy.Jeździli i balowali po kurortach,na Krym,do Gruzji,sam namierzałem kogoś tam w Soczi”.Dieduszka się rozkręca po kolejnym kielichu.,,Normalna robota czekisty wtedy była.No i co.Rozbiliśmy tę bandę.Ludzie co jeść nie mieli,po kilkanaście osób w mieszkaniu mieszkało a oni co?Okradali wszystkich.Siedem osób rozstrzelano,sukces był”…

    Nareszcie zaczyna o czymś ciekawym,chyba pociągnę go trochę za język.

    ..Wiesz jak Tatiana to jest córka mojej siostry piła za młodu i jak guliała?”.Tu ma na myśli teściową Saszy siedzącego z nami przy stole.To mama Swiety,która teraz jest zajęta w kuchni z babcią Zoją babskimi sprawami.Faktycznie obijało mi się o uszy jak to lubiła zabalować za młodu.Dziecko poszło do pierwszej klasy na rozpoczęcie szkoły a mamusia nie dotarła bo jeszcze trwała impreza.Drugim jej mężem był jakiś kapitan okrętu szkoleniowego,jak wracał z rejsu zabierał ją na maraton knajpiany bo też za kołnierz nie wylewał,woził do Gruzji,Abchazji ale właściwie to przy nim sporządniała,pilnował jednak.Teraz babcia to już raczej spokojna emerytka.W przeliczeniu jakieś 50 euro emerytury na wiele nie pozwala,dorabia gdzieś jeszcze czasami bo na Ukrainie o dziwo jest praca dla emerytów.Mieszka u córki i czasami dochodzą od nich odgłosy świadczące o niezbyt miłym współżyciu.Kiedyś nieśmiało,, pożyczyła „ode mnie 20 hrywien i najbardziej widocznym zakupem była duża butelka piwa.Myślałem pić się chce bo temperatury tu strasznie wysokie panują.

    ,,Piła,balowała po nocach,szlajała się…ale ja ją oduczyłem..Nikomu to się nie podobało,wszyscy jej zwracaliśmy uwagę,prosiliśmy,tłumaczyliśmy,groziliśmy ale nie skutkowało.Aż raz wychodzę rano a tu ciągnie się taka ledwo żywa,przewraca i jeszcze odgraża mi się.O czekaj swołocz,po co ty masz żyć,powiesze cię..Wyciągnąłem z komórki kawał liny,zarzuciłem za gałąź, zawijam pętlę i jej na szyję.I ciągnę do góry.Wtedy do niej dotarło,płakać zaczęła,obiecywać,przepraszać i tak ja ją właśnie na ludzi wyprowadziłem”

    Metoda drastyczna ale skuteczna.Zaraz zacznę dyplomatycznie wypytywać znowu o wojnę skoro tak na szczerość się zebrało ale nagle Ded Wasia podrywa się czujnie,coś mu nie pasuje :

    -Gdzie kobiety ,chodźcie do nich zobaczymy,mi się coś nie podoba.-i pomaszerowali z Saszą do kuchni

    -Ile wyście wódki przynieśli?-pyta dziadek

    -My wódki wogóle,tylko to winko-odpowiadamy.A Wasia już węszy,prowadzi dochodzenie.

    -To dlaczego one takie pijane?-a w kuchni Sweta nieźle podchmielona,babcia Zoja ledwo trzyma się na nogach ale wie,że to nie przelewki,że mąż trzyma wszystko w domu za mordę i zaraz się zacznie więc sprytnie wymyka się do łazienki i zamyka od środka.Dziadek zły,krzyczy.Swieta próbuje jej bronić ale z czekistą nie tak łatwo.Okazuje się,że małżonka ma problemy z alkoholem dlatego dziadek tak pilnował przy nalewaniu,pozwalał tylko połóweczkę.Okazało się,że kiedy zniknęły w kuchni babcia wyjęła ukryte pieniądze zamotane gdzieś za spinką we włosach i posłała Swietę na zakupy:,,weź Złociutka dwie buteleczki wódki i papieroski,wypijemy sobie bo ten kozioł na nic mi nie pozwala,takie to przy nim życie…”Dały radę wypić tylko jedną.

    Babcię trzeba ratować.Co z tego jak z łazienki nie odpowiada.Dieduszka zarządza wyłamanie zamka,Saszka sobie szybko z tym poradził a na sedesie śpi babcia.Przenoszą ją i układają troskliwie na łóżko(a nie jest to łatwe).Sytuacja nieprzyjemna,odwiedziny trzeba kończyć.Alkohol pokrzyżował mi badania naukowe,trudno.Jeszcze tylko dochodzi do spięcia między Swietą a dziadkiem,zapytała tylko co z daczą,czy jeżdżą tam jeszcze.

    -Ja już stary jestem,sił nie mam tam cokolwiek zrobić,Igorowi zapisałem,on tam teraz gospodarz….

    -To jak to,to ja mam syna,on prawie jak Twój wnuk,jemu trzeba było zapisać….jak tak można..-podpita to też sobie pozwala…To Dieduszce wystarczyło,widocznie drażliwy temat.Podniósł laskę i próbował jej przyłożyć przy czym leciały epitety typu swołocz,suczara,paszła ty na…..,ubiju ty taka.Kończymy imprezę.Zrozumiałem teraz to powiedzenie ukraińskie jak to goście się żegnają i na koniec zawsze,,przepraszamy,że bez draki”.

    Wychodzimy a o dziwo Dieduszka żegna mnie bardzo serdecznie,ściska i wręcza niewypitą butelkę wódki.

    -Wypij sobie,twoja zdobyczna…jak będziesz miał ochotę wpadnij to Ci poopowiadam jeszcze

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here